W ostatnich dniach Polska znalazła się w centrum uwagi z powodu naruszeń przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony bojowe. Niektóre z nich spadły na tereny zamieszkałe, uszkadzając budynki mieszkalne i samochody. Dla poszkodowanych właścicieli pojawia się natychmiast podstawowe pytanie: kto pokryje koszty naprawy, skoro nie oni sprowadzili na siebie to zagrożenie?

Na pierwszy plan wysuwają się oczywiście ubezpieczenia. W standardowych polisach nieruchomości najczęściej znajduje się zapis o ochronie przed skutkami „upadku statku powietrznego” – co w teorii obejmowałoby zarówno samolot, jak i dron. Eksperci zwracają jednak uwagę, że diabeł tkwi w szczegółach. W większości umów ubezpieczeniowych funkcjonują bowiem wyłączenia odpowiedzialności, które wykluczają szkody powstałe wskutek działań wojennych, aktów terroru czy stanu wyjątkowego. Oznacza to, że jeśli szkoda powstała w wyniku działań wojskowych – a do takich należy lot i upadek rosyjskiego drona bojowego – ubezpieczyciel może odmówić wypłaty odszkodowania, powołując się właśnie na zapis o „działaniach wojennych”.

Tym samym właściciel zniszczonego domu może zostać sam ze stratą, mimo że sumiennie opłacał składki. Problem ten obnaża słabość systemu ochrony ubezpieczeniowej w obliczu nowoczesnych zagrożeń, które wymykają się tradycyjnym kategoriom ryzyka. Pojawia się więc pytanie, czy ciężar rekompensaty nie powinien spaść na państwo?

W ostatnich dniach pojawiają się również informacje medialne, że ubezpieczyciele, pod presją społeczną i wizerunkową, mogą w pewnych przypadkach zdecydować się na wypłatę odszkodowań, nawet jeśli standardowe wyłączenia teoretycznie ograniczałyby ich odpowiedzialność. Taki precedens pokazuje, że presja opinii publicznej może wpływać na praktykę ubezpieczeniową w sytuacjach nadzwyczajnych.

Konstytucja przewiduje możliwość dochodzenia odszkodowania od państwa za szkody wyrządzone niezgodnym z prawem działaniem organów publicznych, jednak w praktyce trudno byłoby wykazać winę polskich władz w sytuacji, gdy dron jest celowo wystrzelony przez wroga i służy do ataku militarnego. W takich okolicznościach realnym rozwiązaniem mogłoby być utworzenie specjalnego funduszu kompensacyjnego, finansowanego przez państwo, który działałby na zasadzie szybkiej pomocy dla poszkodowanych obywateli, niezależnie od odpowiedzialności ubezpieczycieli, a dopiero później państwo mogłoby próbować odzyskać środki w drodze międzynarodowych procedur lub od sprawcy ataku.

Incydenty z rosyjskimi dronami pokazują, że kwestia odpowiedzialności za szkody wywołane konfliktem zbrojnym nie jest wyłącznie problemem prawnym, lecz także społecznym. Obywatele oczekują ochrony nie tylko przed zagrożeniem życia, ale też przed konsekwencjami materialnymi. Jeśli ubezpieczyciele powołają się na wyłączenia, a państwo nie zapewni rekompensaty, poszkodowani pozostaną bez wsparcia.


Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie jest to porada prawna.
Stan prawny na dzień 16 września 2025 r.

Autor / Redaktor cyklu:

    Masz pytania? Skontaktuj się z nami – odpowiemy tak szybko, jak to możliwe.

      Masz pytania? Skontaktuj się z nami – odpowiemy tak szybko, jak to możliwe.