Rozpoczęcie roku szkolnego to czas, w którym dzieci spędzają w szkołach, na placach zabaw czy salach gimnastycznych po kilka godzin dziennie. Niestety, wystarczy chwila nieuwagi, aby doszło do nieszczęśliwego wypadku – złamania ręki na lekcji wychowania fizycznego, rozcięcia głowy na przerwie czy uszkodzenia mienia. W takich sytuacjach rodzice poszkodowanych uczniów często zadają sobie pytanie, kogo pociągnąć do odpowiedzialności finansowej oraz czy pozwać konkretnego nauczyciela, czy jednak placówkę oświatową.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami na szkole ciąży obowiązek nadzoru nad małoletnimi uczniami. Obowiązek ten trwa od momentu wejścia dziecka na teren placówki lub w miejsce organizowanych zajęć, na przykład wycieczki, aż do jego opuszczenia po zakończeniu planowych lekcji. Warto jednak pamiętać, że sam wypadek ucznia nie oznacza automatycznie, że ktoś ponosi za niego winę. Aby ubiegać się o odszkodowanie lub zadośćuczynienie, konieczne jest wykazanie zaniedbania lub nienależytego wykonania obowiązków w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa.

Kluczowe dla ustalenia odpowiedzialnego za szkodę jest rozróżnienie statusu prawnego samej placówki. W przypadku szkół publicznych nauczyciel zatrudniony jest na podstawie Karty Nauczyciela lub Kodeksu pracy. Jeśli szkoda powstanie z powodu jego nieumyślnego zaniedbania, na przykład w wyniku chwilowego odwrócenia uwagi na przerwie, pełną odpowiedzialność cywilną ponosi organ prowadzący szkołę, czyli najczęściej gmina. Poszkodowany rodzic nie może w takiej sytuacji pozwać bezpośrednio nauczyciela, lecz musi skierować pozew przeciwko jednostce samorządu terytorialnego. Organ prowadzący wypłaca odszkodowanie z własnej polisy OC, a następnie ma prawo dochodzić od nauczyciela tak zwanego roszczenia regresowego, które w świetle Kodeksu pracy jest co do zasady ograniczone do kwoty trzymiesięcznego wynagrodzenia pracownika. Odmiennie wygląda sytuacja w szkołach niepublicznych, gdzie odpowiedzialność opiera się na zasadach prawa cywilnego dotyczących odpowiedzialności zwierzchnika za podwładnego. Tam za szkodę wyrządzoną przez nauczyciela odpowiada osoba lub podmiot prowadzący szkołę, na przykład spółka.

Istnieją jednak wyjątki, w których nauczyciel traci ochronę pracowniczą i rodzice poszkodowanego dziecka lub prokuratura mogą pociągnąć go do odpowiedzialności cywilnej, a nawet karnej. Dotyczy to przede wszystkim przypadków winy umyślnej, rażącego niedbalstwa, samowolnego opuszczenia klasy lub dyżuru bez zapewnienia zastępstwa, a także pełnienia obowiązków pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. W takich okolicznościach nauczyciel odpowiada osobiście, a dodatkowo może ponieść odpowiedzialność karną za narażenie dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Analizując ogół wyroków sądowych w sprawach o odszkodowania i zadośćuczynienia za wypadek dziecka w szkole, można wyróżnić kilka najczęściej powtarzających się schematów. Sądy orzekają w nich na korzyść uczniów wtedy, gdy doszło do uchybień w nadzorze lub infrastruktura placówki stwarzała zagrożenie.

Wypadki na lekcjach wychowania fizycznego. To absolutna czołówka spraw trafiających na wokandę. Najczęściej dotyczą one urazów powstałych podczas gier zespołowych (np. złamania, skręcenia, wybicia zębów), upadków z wysokości (np. z drabinek lub lin) oraz uderzeń nieprzymocowanym sprzętem (np. przewrócenie się bramki do piłki nożnej lub kosza). W wyrokach sądy badają przede wszystkim to, czy nauczyciel przeprowadzający lekcję przekazał uczniom odpowiedni instruktaż i rozgrzewkę, czy dostosował ćwiczenia do wieku i sprawności fizycznej dzieci oraz czy sprzęt posiadał wymagane atesty i był prawidłowo zabezpieczony.

Kolejna ogromna grupa spraw wiąże się z bójkami, potknięciami na zatłoczonych korytarzach, upadkami ze schodów czy przypadkowym zepchnięciem ucznia przez rówieśników. Sądy w swoich rozstrzygnięciach skrupulatnie weryfikują harmonogram dyżurów nauczycielskich. Jeśli z materiału dowodowego wynika, że wyznaczony nauczyciel spóźnił się na dyżur, opuścił wyznaczony sektor korytarza lub zajmował się sprawami prywatnymi (np. rozmową przez telefon), sądy bez wahania przypisują placówce winę za nienależyte sprawowanie nadzoru.

Sprawy z kategorii dotyczącej stanu technicznego budynku i terenu wokół szkoły dotyczą poślizgnięć na nieodśnieżonych lub oblodzonych chodnikach przed szkołą, upadków na dziurawej nawierzchni boiska, zacięć wystającymi elementami ogrodzenia. W tych przypadkach sądy przypisują odpowiedzialność winie organizacyjnej dyrekcji, na której ciąży ustawowy obowiązek regularnego kontrolowania i usuwania zagrożeń BHP.

Sądy rozpatrują również sprawy opierające się na braku dostatecznego nadzoru podczas wyjść do kin, muzeów, na basen. Częstym motywem w wyrokach jest niedostosowanie liczby opiekunów do liczby dzieci (złamanie regulaminu wycieczki) oraz brak reakcji opiekunów na niebezpieczne zachowania uczniów w miejscach noclegowych lub na szlakach turystycznych.

Gdy wypadek nastąpi z powodu zaniedbania ze strony szkoły lub jej pracowników, poszkodowanemu dziecku przysługuje szereg roszczeń finansowych z polisy OC placówki. Rodzice mogą domagać się zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę i cierpienie, zwrotu kosztów prywatnego leczenia, zakupu leków czy rehabilitacji, zwrotu kosztów opieki sprawowanej nad dzieckiem, a w skrajnych przypadkach także renty ze względu na trwały uszczerbek na zdrowiu. Bardzo ważnym elementem jest tutaj odróżnienie dobrowolnego ubezpieczenia NNW od polisy OC szkoły. Szkolne NNW wypłaca jedynie symboliczny procent sumy ubezpieczenia za ustalony uszczerbek na zdrowiu, co jednak w żaden sposób nie wyklucza możliwości dochodzenia pełnego odszkodowania z ubezpieczenia OC placówki, jeśli do zdarzenia doszło z jej winy.


Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie jest to porada prawna.
Stan prawny na dzień 1 września 2026 r.

Autor / Redaktor cyklu:

    Masz pytania? Skontaktuj się z nami – odpowiemy tak szybko, jak to możliwe.