Jasne włosy, niezliczone bramki i niesamowita energia na boisku oraz poza nim. Erling Haaland to dziś nie tylko jeden z najlepszych napastników na świecie, ale i potężne, globalne przedsiębiorstwo komercyjne. Jednak wraz z gigantyczną sławą przychodzi ogromna wartość, a tę trzeba chronić przed zakusami osób trzecich. Przypadek norweskiego napastnika doskonale obrazuje zagrożenia, z jakimi mierzą się współczesne gwiazdy sportu w świecie prawa własności intelektualnej oraz rzuca światło na niezwykle istotną instytucję rejestracji znaku towarowego w złej wierze.
Zanim wiking zastrzeże nazwisko… blokada w EUIPO
Sprawa, która obecnie jest szczególnie głośna w związku z odbywającymi się mistrzostwami świata, miała swój początek w momencie, gdy Erling Haaland postanowił sformalizować ochronę swojej marki osobistej na terenie Unii Europejskiej. Piłkarz złożył wniosek o międzynarodową rejestrację znaku towarowego ERLING HAALAND (W01757402).
Ku zaskoczeniu opinii publicznej, procedura natrafiła na natychmiastowy opór prawny. Okazało się, że w 2022 roku – dokładnie w czasie głośnego transferu Haalanda do Manchesteru City – pewien obywatel Polski uprzedził gwiazdora i zarejestrował unijny znak towarowy (EUTM) o brzmieniu „HAALAND”.
Rejestracja ta była niezwykle szeroka. Obejmowała aż 16 klas towarowych, zabezpieczając produkty takie jak odzież sportowa, buty, batony proteinowe oraz napoje energetyczne, czyli dokładnie te sektory, w których Haaland naturalnie rozwija i planuje rozwijać swoją działalność biznesową. Co więcej, gdy tylko piłkarz złożył swój wniosek, polski uprawniony poszedł na pełne starcie i wniósł oficjalny sprzeciw wobec rejestracji znaku piłkarza, oznaczony numerem 003211777.
Kreatywna obrona i „wiking” z polskich hal
W obliczu zablokowania możliwości korzystania z własnego nazwiska jako marki, pełnomocnicy Erlinga Haalanda ruszyli do kontrataku, składając do Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) wniosek o unieważnienie znaku „HAALAND” należącego do Polaka. Argumentacja była jasna: zgłoszenie nastąpiło w złej wierze (art. 59 ust. 1 lit. b ZUM), a jedynym celem rejestrującego było bezprawne czerpanie korzyści z reputacji i komercyjnej atrakcyjności młodego snajpera.
Linia obrony polskiego przedsiębiorcy okazała się niezbyt przekonująca. Nazwa „HAALAND” miała nie mieć nic wspólnego z norweskim piłkarzem, lecz stanowić skrót od rzekomego projektu sportowego o nazwie „High Advanced Activity Land”, inspiracją dla nazwy miało być polskie słowo „hala” (np. hala sportowa) połączone z angielskim „land”, w momencie zgłoszenia (2022 r.) Polak miał w ogóle nie słyszeć o Erlingu Haalandzie, ponieważ mecze zagranicznych lig są w Polsce transmitowane na płatnych kanałach telewizyjnych premium, których nie posiadał.
Wyrok Izby Odwoławczej: Robert Lewandowski w tle
Eksperci EUIPO, a w ostatecznym rozstrzygnięciu (decyzja Izby Odwoławczej z maja 2026 r.) również instancja odwoławcza, nie podzielili tej argumentacji. Urząd uznał wyjaśnienia Polaka za wysoce „kreatywne”, lecz całkowicie pozbawione wiarygodności.
Urzędnicy słusznie wypunktowali m.in. oczywisty detal językowy: w polskim wyrazie „hala” nie występuje podwójna litera „a”, która jest tak charakterystyczna dla norweskiej pisowni nazwiska piłkarza.
Co niezwykle ciekawe, w uzasadnieniu decyzji pojawił się wątek Roberta Lewandowskiego. Prawnicy Haalanda wykazali, że w latach 2020–2022 polskie media sportowe masowo i regularnie pisały o Erlingu Haalandzie, najczęściej zestawiając go bezpośrednio z Lewandowskim w kontekście rywalizacji strzeleckiej w Bundeslidze. EUIPO uznało za niemożliwe, aby jakikolwiek polski obywatel interesujący się rynkiem odzieży sportowej czy napojów energetycznych mógł wówczas nie słyszeć o Erlingu Haalandzie. Rejestrację uznano za dokonaną w złej wierze i ostatecznie unieważniono, a blokujący sprzeciw upadł.
Podsumowanie i lekcja dla biznesu
Batalia Erlinga Haalanda to klasyczny przykład tego, dlaczego ochrona własności intelektualnej powinna wyprzedzać globalną ekspansję komercyjną. Nawet będąc osobą powszechnie znaną, brak wcześniejszej rejestracji naraża nas na długoletnie, kosztowne i skomplikowane spory prawne zmierzające do unieważniania zgłoszeń w złej wierze. Dla przedsiębiorców i innowatorów lekcja jest jasna: własność intelektualna to nie tylko tarcza obronna, ale przede wszystkim potężne narzędzie finansowe.
Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie jest to porada prawna.
Stan prawny na dzień 09 lipca 2026r.
autor: redaktor cyklu:
